Z czego się uczyć, aby się nauczyć?


Podejrzewam, że część moich czytelników zna język szwedzki, ale jest też grupa osób, które nie uczą się go, a pewnie chciałyby. Być może nie wiedzą, z jakich książek mają korzystać, czy za co się zabrać najpierw. Wiem, jakie możecie mieć wątpliwości, bo sama przez to przechodzę. Tak naprawdę jestem samoukiem i do wszystkiego musiałam dojść sama, bo nie mam możliwości uczęszczać na zajęcia. Nie jestem (jeszcze) filologiem, ale miałam styczność z wieloma książkami do nauki języka i to nie tylko szwedzkiego, więc wiem, na co zwracać uwagę. Mam nadzieję, że ten wpis choć trochę Wam pomoże.
 
 

Książki do nauki języka

Idealnej książki nie znajdziecie, bo każda ma jakieś mankamenty, ale możecie poszukiwać takiej, która będzie dla Was najbardziej odpowiednia. Dla mnie najlepiej jest się uczyć z książek Małgorzaty Kallin, które możemy kupić na jej stronie. Póki co przerabiam pierwszą część. Zawiera ona 20 rozdziałów, z czego pierwszy jest wprowadzający, a ostatni to test ze znajomości przerobionego materiału. Każdy dział zawiera tekst (z wypisanymi poniżej słówkami), zagadnienie z fonetyki, nowe słówka, partię gramatyczną oraz ćwiczenia. Praktycznie wszystko z danego rozdziału jest nagrane na płycie, oczywiście oprócz gramatyki i zadań. Jednak jest mała wada – jeden dział to jeden plik na CD, więc jak nie chcemy powtarzać tekstu, tylko na przykład słówka, musimy przewijać część z czytanką i wymową. Największym atutem tych książek, jest to, że ćwiczenia gramatyczne bazują na znajomości słówek z tego samego działu, więc ucząc się gramatyki utrwalamy słownictwo. Co więcej, ostatnie zadnie zawsze nawiązuje do tego, co przerabialiśmy w poprzednim rozdziale, zatem sprawdzamy się, ile zapamiętaliśmy. Dodatkowo, w tej książce jest bardzo wiele rodzajów ćwiczeń, a jak przychodzi do tłumaczenia zdań, robimy to w obie strony. Jest to bardzo przydatne, bo właśnie w taki sposób powinniśmy się uczyć języków obcych. Razem z książką kupiłam również zbiór zadań nawiązujących do zagadnień z książki, ale raczej poleciłabym to jako powtórkę materiału, który już poznaliśmy w już omówionej przeze mnie pozycji. Autorka napisała jeszcze parę innych książek z tej serii, między innymi drugą część kursu, który przerabiam oraz podręczniki sprawdzające konkretne sprawności językowe, jak na przykład słuchanie, czy leksyka i gramatyka. Wiem, że w swojej ofercie mają słownik polsko-szwedzki, ale z niego nie korzystam. Oczywiście wszystkie książki możecie kupić na tej stronie, do której wstawiłam link. Polecam jeszcze założyć sobie zeszyt, notes, cokolwiek, byleby zapisywać w nim nowe słówka, wyrażenia, czy też zdania, z użyciem tego, czego się nauczyliście. Przykładowo, zawsze staram się napisać podobny tekst o mnie, na podstawie tego, co mam w książce. Potem uczę się opowiadania o sobie. Dzięki temu, nie miałabym problemu z powiedzeniem kim jestem, co lubię, czy jak wygląda mój dom po szwedzku, gdyby mnie ktoś o to zapytał.

 
Gramatyka

Chyba nikogo nie zdziwi, że do nauki gramatyki używam „Trolla”. Jak wiadomo jest to bardzo popularna seria, z której możemy opanować materiał na dwóch poziomach języka (obojętnie, czy chcecie uczyć się szwedzkiego, norweskiego, czy duńskiego). Jednak, nie radziłabym kupować tej książki dla osoby, która dopiero zaczyna przygodę ze szwedzkim, bo często zagadnienia są łączone i szerzej tłumaczone niż w podręcznikach. Zatem, aby się nie zrazić, najpierw zasmakujcie trochę języka, a potem porwijcie się na „Trolla”, chyba że, tak jak ja, lubicie podkładać sobie kłody pod nogi, to możecie trochę pogłówkować nad zadaniami gramatycznymi. Bardzo podoba mi się w tej książce, że na jednej stronie mamy teorię, a na drugiej ćwiczenia, więc w razie wątpliwości, nie musimy wertować kartek, wystarczy jedynie zerknąć obok. Wydaje mi się, że z „Trolla” będę miała użytek jeszcze przez wiele lat, bo może przydać się na studiach. Kolejną książką do gramatyki jest „Gramatyka języka szwedzkiego” od wydawnictwa LINGEA. Jest to tak naprawdę kompendium wiedzy, jaką powinniśmy mieć, chcąc znać szwedzki. Wiadomości są przedstawione w bardzo czytelnej i przejrzystej formie (tabele, zaznaczone ważne słówka, czy końcówki) oraz językiem zrozumiałym dla każdego. Szkoda tylko, że nie ma tam ćwiczeń, ale od czego jest „Troll”? Bardzo podoba mi się dodatek na końcu książki. Dotyczy on zasad pisowni. Prawdopodobnie jestem dziwna, ale takie rzeczy są po prostu interesujące dla mnie jako dla osoby zafascynowanej tym językiem i chcącej wiązać z tym swoje życie.

 

Słowniki i rozmówki

Każda osoba ucząca się obojętnie jakiego języka musi mieć słownik. Zanim kupiłam swój do szwedzkiego zajęło mi trochę czasu, aby się zdecydować, którego chcę używać. Ostatecznie wybór padł na ten od Wiedzy Powszechnej. Ma 45 000 haseł i idiomów, a także jest wyposażony w spis czasowników nieregularnych i listę haseł geograficznych. Może nie jest to jakieś opasłe tomiszcze, ale uważam, że jak na pierwszy słownik do szwedzkiego jest bardzo w porządku. Jednakże obawiam się, że w miarę rozwoju mojej znajomości tego języka będzie mi potrzebny jakiś porządny z większą ilością haseł, najlepiej Kubitsy’ego, ale to jeszcze trochę czasu. Kolejną rzeczą, o jakiej chciałam powiedzieć (a raczej napisać) są rozmówki od wydawnictwa LINGEA. Nie mam pojęcia, czemu takowe posiadam, skoro nie zdarzyło mi się ich użyć (tych z innych języków, jakie znam - również). Jednak te bardzo mi się podobają z uwagi na to, że są w nich ciekawe zwroty i słówka z różnych zagadnień leksykalnych, więc możemy się ich po prostu nauczyć. Przecież nigdy nie wiadomo, jakie wyrażenie może się nam przydać, gdy będziemy w Szwecji. Ponadto w rozmówkach mamy praktyczne informacje o kulturze, czy różnych zwyczajach szwedzkich, a także mini słowniczek oraz gramatykę. W dodatku, są bardzo przyjemne dla oka z uwagi na kolorowe ramki.

 

Co mnie zawiodło?

Jako pierwszą książkę do języka szwedzkiego kupiłam sobie „Szwedzki nie gryzie” z wydawnictwa EDGARD. Na początku byłam podekscytowana, bo wreszcie miałam, z czego się uczyć. Jednak z działu na dział szczęście spowodowane tą książką mijało. Było mało ćwiczeń gramatycznych, bardzo dużo słownictwa na raz (które i tak nie było w większości wykorzystywane w zadaniach), dialogi były krótkie oraz każda kwestia była tłumaczona na płycie. Zdarzały się też liczne błędy, co nie powinno mieć miejsca szczególnie w książce dla początkujących samouków. Widać, że coś było z tą książką nie tak, skoro jako osoba zaczynająca przygodę z tym jakże pięknym językiem, po paru przerobionych działach poprawiała to, co było napisane. Nawet listy słówek miały błędy (przykładowo ciotka była wujkiem i odwrotnie, a przecież nazwy członków rodziny po szwedzku są logiczne). Ale te wszystkie moje uszczypliwości i narzekania dotyczą pierwszej wersji książki. Wiem, że niedawno wyszła edycja poprawiona, ale jestem zbyt zrażona tą, z której się uczyłam, że nie mam ochoty wydawać pieniędzy na takie rzeczy. Tym bardziej, że znalazłam książkę dla siebie. Mimo wszystko, nie odrzuciło mnie od tego wydawnictwa, bo mam od nich sporo pozycji do angielskiego i niemieckiego, a są to bardzo dobre źródła wiedzy.

 

Z czego można się jeszcze uczyć?

Żeby nie zakończyć tego wpisu negatywnie, podpowiem Wam, z czego możecie jeszcze korzystać w nauce języka szwedzkiego. Po pierwsze, radio. Jest wiele aplikacji na telefon oraz stron na Internecie, dzięki którym możemy słuchać radia ze Szwecji. Wystarczy tylko poszukać. Nie przejmujcie się, że nie będziecie nic rozumieć na początku. Chodzi o to, aby osłuchać, się z melodią języka. Im więcej będziecie słuchać, tym ładniejszy akcent będziecie mieć, a także, jak już będziecie znać język bardziej, nie będziecie mieć problemu z rozumieniem, co ludzie do Was mówią. Po drugie, muzyka. Słuchajcie bardzo dużo szwedzkiej muzyki, a najlepiej śpiewajcie razem z wokalistami (nawet, jeśli Wasze śpiewanie, tak jak moje, przypomina bardziej wycie do księżyca). Pomoże Wam to nauczyć się akcentu. Pewnie wiele osób chciałoby polemizować ze mną, że w piosenkach przecież akcent jest czasem inny, bo dostosowany do melodii. Aby obalić ten argument, mogę powiedzieć, że jest to do wykonania, bo akcentu niemieckiego nauczyłam się około trzy lata temu na utworach Rammsteina, więc wszystko jest możliwe. Po trzecie, filmy i seriale. Znajdźcie sobie jakiś program na Youtube, czy SVT i oglądajcie. Najlepiej z napisami. Dzięki temu będziecie mieli wyobrażenie słowa przy dźwięku. Podobnie jak przy słuchaniu radia, nie martwcie się, jeśli czegoś nie rozumiecie. Po jakimś czasie zorientujecie się, o ile więcej słów zyska dla Was znaczenie. Przecież małe dziecko uczy się języka ojczystego w podobny sposób – nikt mu nie wykłada zasad gramatyki, czy leksyki. To przychodzi samo. I po czwarte, to, co kocham najbardziej, czyli książki. Jak macie możliwość, to przywieźcie sobie, jako prezent z wakacji książkę po szwedzku, czy nawet gazetę, a jak nie jedziecie na Północ – zamówcie przez Internet (zrobiłam research, są na Allego, czy też OLX). Jak Wasz poziom znajomości języka nie jest zbyt wysoki, korzystajcie książeczek dla dzieci. Również nikt nie każe Wam czytać od razu całej książki na raz. Rozdział lub artykuł (adekwatnie do tego, co czytacie), czy strona dziennie wystarczy na początek. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o nauce szwedzkiego , zapraszam na drugą część wpisu do Å, Ą! Polskie gadanie szwedzkie rzeczy. Lycka till!

Komentarze

  1. Super. Tego typu recenzji szukałem :) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za wpis! Oj, przyda się :) Swoją drogą, kojarzy ktoś może jakiś podręcznik, w którym uwzględniano by zapis słówek w alfabecie fonetycznym? Od biedy jakiś fajowy słownik też się nada. Tack! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co ;) niestety nie kojarzę takiej książki :/

      Usuń
  3. Cieszę się, że trafiłem na ten wpis. Choć to właśnie przez niego zamykam Edgarda i odkładam na półkę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja się cieszę, że mogę pomóc tym wpisem :) Widziałeś już drugą część wpisu, którą niedawno dodałam? Tam omawiam wiele innych książek do szwedzkiego. Powodzenia w nauce!

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty