10 rzeczy, które zaskoczyły mnie w Szwecji


Za każdym razem, gdy przyjeżdżamy do jakiegoś kraju, coś nas w nim zaskakuje. Zdaje się, że tyle o nim wiemy, bo czytaliśmy książki, oglądaliśmy filmy, znamy (bardziej lub mniej) język, a jednak jest element zdumienia. Musicie przyznać, że gdy znamy obyczaje jakiegoś kraju jedynie z różnych zasobów kultury, to te miejsce jest bardziej papierowe, bardzo często podsycone stereotypami. Dopiero, gdy tam pojedziemy doświadczamy czegoś, o czego byśmy nie zobaczyli tylko w książkach, czy filmach. Nie mogło być inaczej podczas mojej pierwszej (i póki co jedynej - niestety) wycieczki do Szwecji. Zatem pora zadać pytanie zasadnicze: co mnie zaskoczyło w tym pięknym kraju?

Linköping
 

1.     PRZECHODZENIE PRZEZ ULICĘ

W Szwecji nie ma problemu, żeby przejść przez ulicę gdziekolwiek się chce. Samochody i tak się zatrzymują. Jakby mało było tego, zaczynają hamować, jak zobaczą tylko przechodnia, który potencjalnie ma zamiar przejść na drugą stronę drogi. Kierowcy spokojnie czekają, a potem jadą dalej. Nie było problemu nawet, gdy chciałam przejść przez środek skrzyżowania. Wszystko było w porządku. Przyznam szczerze, że gdy przyjechałam do Polski i szłam uliczkami na przedmieściu, bałam się, że przypłacę życiem. Kierowcy się nie zatrzymywali, wręcz przyspieszali, gdy widzieli przechodnia przed pasami. Było bardzo ciężko przyzwyczaić się na nowo do tragicznej sytuacji pieszego na polskich drogach.

2.     CISZA

Ten, kto przynajmniej raz był w Szwecji musi przyznać, że jest tam ciszej niż w Polsce. Nawet zauważyłam, że gdy wchodziło się do przydrożnych sklepików, antykwariatów, czy piekarni panowała tam cisza. U nas jest wszechobecna muzyczna kakofonia. Po wyjściu z pierwszego lepszego sklepu boli głowa, ale nie w Szwecji. Tam każde miejsce żyje swoim życiem. Tylko raz się spotkałam, że w sklepie grało radio, ale i tak było cicho nastawione i nie przeszkadzało. Po powrocie do kraju, już po zatrzymaniu się na stacji benzynowej byłam zmęczona. Ludzie krzyczeli, muzyka grała za głośno, jak na miejsce publiczne i panował ogólny chaos.

3.     CZAS

Podczas pobytu w Szwecji miałam wrażenie, że czas płynie tam inaczej, wolniej. Nie widać było tego pędu (no chyba, że ktoś spojrzał na sztokholmskie metro) i te dni trwały jakby dłużej. Oczywiście, nie chodzi mi o to, że się dłużyły, bardziej dawały możliwość na jak największe poznanie kraju każdego dnia. Może miałam takie uczucie, bo byłam podczas lata i jak wiadomo białe noce jednak robią swoje, a może to po prostu potwierdzenie teorii Einsteina. W każdym razie, w Szwecji czas leci inaczej.

4.     JĘZYKI OBCE

Jak wiadomo, Skandynawowie są z angielskiego po prostu świetni. Niemniej jednak zaskoczyło mnie, gdy wchodząc do sklepu, kobieta około sześćdziesiątki zanim rozpoczęła rozmowę zdała pytanie English? Deutsch?. Byłam pod wrażeniem, bo znam wiele osób w moim wieku, które ledwo się przedstawią po angielsku, a tutaj starsza kobieta była gotowa na rozmowę w dwóch językach. Aczkolwiek zamawiałam hot doga na stacji benzynowej i sprzedawca (ponad dwudziesto letni) nie mówił po angielsku, ale rozumiał, jak do niego mówiłam w tym języku, a on do mnie po szwedzku (wtedy jeszcze moja znajomość tego języka nie była na poziomie nadającym się do rozmów). W każdym razie dogadaliśmy się. Tylko nie wiedzieć, czemu chciał mi sprzedać tego hot doga bez bułki… Nieważne. A jeszcze jak jesteśmy przy znajomości języków w Szwecji, to warto dodać, że oni wolą rozmawiać z obcokrajowcami po angielsku, bo 1) czują równość wobec rozmówcy (obie osoby mówią w języku obcym dla siebie) oraz 2) Szwedzi raczej są myśli, że niewiele osób zna ich język, więc unikają problemu. Przykładem na drugie zachowanie może być sytuacja, jaka zdarzyła się na wycieczce, na której byłam. Otóż przewodniczka chciała coś załatwić, a Szwedka, z którą rozmawiała automatycznie mówiła po angielsku. Pilotka (tak się mówi?) naszej wycieczki parę razy mówiła Jag pratar svenska, aby rozmówczyni przestawiła się na swój język ojczysty.

5.     RÓWNOUPRAWNIENIE

O szwedzkim równouprawnieniu mówi się dużo. Jeden przykład tego zjawiska przytoczyłam w poprzednim punkcie, ale czemu by nie opowiedzieć o dwóch kolejnych? Przede wszystkim współczesny język szwedzki sam w sobie pokazuje równość, bo przecież mówimy do siebie na du, a witamy się mówiąc hej!. Początkowo jest strasznie ciężko przekonać się do tych powitań, bo, jak już kiedyś Wam pisałam, u nas używa się tego do bliskich znajomych, więc trochę głupio było przywitać się w ten sposób ze starszą i nieznajomą osobą. Na szczęście idzie się do tego przyzwyczaić. Kolejną sytuację, chciałabym Wam zobrazować i zachęcić do wyobrażenia jej sobie: Sztokholm. Początek sierpnia. Okolice ratusza. Jedziecie autokarem. Pojazd zatrzymuje się na światłach. Wyglądacie przez okno. Na poboczu stoi samochód. Mężczyzna stoi obok pojazdu. Kobieta zmienia koło. Dość sugestywne, prawda?

6.     JEDZENIE

Ogólnie rzecz biorąc, to jadąc za granicę staram się spróbować tamtejszej kuchni. Przykładowo w Niemczech jadłam weisse Wurst, w Czechach trdelnik oraz próbowałam kofoli. A w Szwecji? Wchodzę do pierwszej lepszej restauracji, a tam w menu – pizza, kebab, sushi… A GDZIE SZWEDZKIE JEDZENIE?! Dlatego starałam się zamawiać dania typu: talerz owoców morza, gulasz rybny, sałatka z tuńczykiem… Lepsze to niż nic.

7.     OGRODZONE LASY

Jadąc przez Szwecję zauważyłam, że stanowcza ilość lasów była ogrodzona. U nas tego nie ma. Zobaczcie, ilu wypadkom można by zapobiec. Dzięki temu droga była drogą, a las lasem i to się nie przenikało. Wręcz miało się wrażenie, że jedzie się przez rezerwat, w którym to środowisko naturalne odgrywa pierwsze skrzypce, a ulica i samochody są jedynie dodatkiem, szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę, jak wielkie obszary zajmują lasy na Północy.

8.     SZWEDZI WOBEC TURYSTÓW

O charakterze Szwedów można usłyszeć wiele stereotypów, między innymi, że są chłodni jak klimat w ich kraju i ogólnie, że nie są zbyt przyjemni. W rzeczywistości jest to bujda, jakich mało! Tak naprawdę są to bardzo przyjaźni i życzliwi ludzie. Jeszcze nie zdarzyło mi się prowadzić rozmowy z niemiłym Szwedem. W restauracjach zawsze z uśmiechem podchodzili i pytali, czy smakowało, czy aby się najedliśmy. Dodatkowo, jak poszliśmy do piekarni i ekspedientka zauważyła, że ma do czynienia z obcokrajowcami zaczęła zadawać mnóstwo pytań: czy jesteśmy na wakacjach, skąd jesteśmy, jak dziękuje się po polsku… A jakby tego było mało opowiadała, o tym, jak zwiedzała Polskę. Nie mam pojęcia, skąd ludzie snują te przedziwne stereotypy o Szwedach.

9.     PIĘKNO SZWECJI

Zanim pojechałam na Północ widziałam różne miejsca ze Szwecji na zdjęciach. Musicie przyznać, że są one piękne. Jednak dopiero, kiedy przyjechałam do Sztokholmu jeszcze bardziej się zakochałam! Próbowałam uchwycić uroki miasta na zdjęciach, ale się zwyczajnie nie dało. To, co widziałam na podglądzie mojego aparatu, nie oddawało widoku, jaki miałam przed sobą.

 

Teraz pomyślcie sobie, że to, co widzicie na zdjęciu powyżej jest jeszcze piękniejsze w rzeczywistości. Niemożliwe? A jednak!

10.      SMAK LUKRECJI

Zatrzymaliśmy się przy sklepiku w okolicy Norrköping, który był nastawiony na sprzedawanie godis. Przewodniczka zachęcała nas do spróbowania każdego rodzaju słodyczy. No to dobra. Dużo było „tych czarnych żelków, czymś posypanych”. Z przyzwyczajenia do polskich produktów myśleliśmy, że jest to taki kwaśny cukier. Więc pewnie zaczęliśmy próbować. Przecież, co może być nie tak z lukrecją? Wiecie co? Jak to teraz piszę to mi robi się słono i niedobrze. Naraz. Oczywiście, jak poznaliśmy ten smak, to nie zjedliśmy reszty słodyczy tego rodzaju. W domu częstowałam nimi swoich znajomych (na ich odpowiedzialność). A jakie było zdziwienie, gdy jedna osoba powiedziała mi, że lukrecja nawet nie jest taka zła!

 

Jestem bardzo ciekawa, jakie rzeczy zaskoczyły Was w Szwecji! Mieliście podobne przygody? Podzielcie się w komentarzach!

Komentarze

  1. Z większością zgadzam się w 100 procentach! Uwielbiam przechodzić w Szwecji na pasach, nie martwiąc się, czy ktoś mnie nie rozjedzie. Mówienie na "ty" i wszechobecne "Hej!" to kolejna rzecz którą w Szwecji bardzo lubię! A lukrecja? Moja mama uwielbia i zawsze przywożę, mówi że ta szwedzka jest najlepsza! Ciekawe co powie na islandzkie lukrecje! :D :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że ktoś podziela moje zdanie ;) W Islandii też są lukrecje? C'mon! Które mają gorszy smak? :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty