Zalety i wady nauki języka szwedzkiego


Zacznijmy dziś nieco romantycznie. Od około trzech lat jestem zakochana w języku szwedzkim, jednak uważam, że jest to już ten etap miłości, w którym zaczyna się dostrzegać wady. Oczywiście nie jest to powód do przerywania nauki. Wręcz przeciwnie, jest to kolejny etap. Paradoksalnie, powoduje to, że nasza miłość jest jeszcze większa. Czyż to nie jest piękne?

 

Przez ten wpis chciałabym Was uświadomić, że nauka szwedzkiego nie jest zawsze taka idealna i zdarzają się małe mankamenty. Czasem nawet nie chodzi o sam język. Ale skoro coś ma zalety, ma też i wady, prawda? W sumie o tym poczytacie za chwilę. Zacznijmy pozytywnie.

ZALETY

 

1.     Jak wiadomo, Skandynawia, a co za tym idzie Szwecja, słynie z genialnych powieści kryminalnych. Osoby, które nie interesują się Północą wiedzą, kim jest Camilla Läckberg, Stieg Larsson, Leif GW Persson, czy też Mons Kallentoft. Wchodzimy do Empiku, Matrasa, czy nawet do jakiejś małej przydrożnej księgarenki i na stoisku z kryminałami widzimy multum szwedzko brzmiących nazwisk autorów. Pomyślcie sobie, jak wspaniale byłoby przeczytać te wszystkie książki w oryginale! Ba, byłoby ich jeszcze więcej, bo przecież tyle pozycji nie zostało przetłumaczonych na język polski. Co więcej, jak ktoś czytał kiedyś tę samą powieść po polsku oraz w języku obcym, wie, że identyczna treść w języku obcym jest przekazana w inny sposób niż w języku ojczystym, a czasami w oryginale coś brzmi po prostu lepiej. Podam tu przykład mojej przygody z Gwiazd naszych wina, ponieważ jeszcze nie mam doświadczenia z czytaniem po szwedzku. Pierwszy raz przeczytałam tę książkę po polsku w drugiej klasie gimnazjum. Po paru latach dostałam na prezent urodzinowy tę powieść, ale po angielsku. I wiecie co zauważyłam? Padło tam zdanie, które w oryginale brzmiało „I love when you talk medical to me”, a po polsku przetłumaczono je na „Uwielbiam, kiedy używasz żargonu medycznego”. Uważam, że żaden szesnastolatek, chcący poderwać dziewczynę nie użyłby takiego zwrotu, jaki został pokazany w wersji polskiej. Nie brzmi już tak romantycznie, jak oryginał, nieprawdaż? Kolejny przykład z mojej przygody z czytaniem w języku obcym: Everything, everything (W Polsce znana jako Ponad wszystko) Nicoli Yoon. Jest tam pewniej rozdział, którego nazwa to określenie jednego z czasów w języku angielskim. Zawiera on dwa lub trzy zdania, które były właśnie w tym czasie. Polskiego tłumaczenia nie czytałam, ale na pewno rozdział stracił magię. Tak, posłużyłam się przykładami z czytania po angielsku. Nie, to nie tyczy się tylko tego języka. Kiedy następnym razem weźmiecie z półki kolejną książkę szwedzkiego autora, pomyślcie, ile niuansów tracicie czytając tłumaczenie.

2.     Znając język możemy łatwiej znaleźć swoją drugą połówkę za granicą. Jeśli ktoś czytał książkę Natalii Kołaczek, to wie, jak zareagował pewien muzyk, gdy podeszła do niego i zaczęła mówić po szwedzku. I drogie Panie, czyż nie uważacie, że Szwedzi są przystojni (tu pozdrawiam serdecznie męską część moich czytelników i się pięknie do nich uśmiecham)? Panom niestety nie doradzę, czy mają się oglądać na Szwedki, czy też nie, bo przecież sama należę do płci pięknej. Aczkolwiek, jakby się tak zastanowić, to chciałabym w sumie wyglądać jak Agnetha Fältskog, więc niech Wam będzie.

3.     Zakładam, że parę razy zdarzyło się Wam szukać informacji na jakiś temat, a z braku źródeł po „polskiej stronie Internetu”, zaglądaliście na strony w języku obcym, który znacie i dopiero tam znaleźć to, czego szukacie. Stąd wynika, że znajomość języka obcego może wzbogacić Waszą wiedzę. Pomyślcie o tym, gdy następny raz zainteresuje Was jakieś zjawisko związane ze Szwecją, a na polskich stronach nie dostaniecie wystarczającej Wam ilości informacji. Przydałaby się lepsza znajomość szwedzkiego, bo tam byście znaleźli więcej, prawda?

4.     Zakładam, że skoro czytacie ten wpis, to w mniejszym lub większym stopniu interesujecie się Szwecją, a jeśli tak jest, to z bardzo dużym prawdopodobieństwem macie jakiegoś szwedzkiego idola. Obojętnie, czy jest to jakiś muzyk, pisarz, czy aktor, a może wszystkie opcje naraz – prawdopodobnie jest taki ktoś. To teraz wyobraźcie sobie, że możecie z nim porozmawiać w jego ojczystym języku. Jaka to by była niespodzianka dla samego artysty, kiedy po nużącym podpisywaniu autografów, podszedłby ktoś do niego i nie odezwał się po angielsku, tylko po szwedzku. Na pewno prędko nie zakończyłby tej rozmowy tak prędko! Moim marzeniem jest koncert Sabatonu, a po nim możliwość swobodnej rozmowy z muzykami i podziękowanie im za to, że dzięki ich muzyce mam tak wielką pasję. A jeśli nie będziecie dążyć do rozmowy ze swoim idolem, albo będziecie czekać aż nadarzy się okazja by się z nim spotkać przynajmniej będziecie rozumieć, co mówią w wywiadach.

5.     Zastanówcie się, ilu Waszych znajomych zna angielski, niemiecki, rosyjski, czy też francuski, a ilu zna szwedzki (oczywiście wyłączając sytuację, kiedy ktoś obraca się w towarzystwie uniwersyteckim i tam każdy zna szwedzki, bo coś tam chyba robi - chodzi o zwyczajnych znajomych). Jest różnica, prawda? Oznacza to, że będziecie wyjątkowi. Stosunkowo mało osób interesuje się Skandynawią w ogóle. Przykładowo w mojej szkole jestem jedyna, a osób, które pociąga Azja jest prawie niezliczona ilość. Nie chcę, żeby zabrzmiało to szowinistycznie, że tylko Szwecja się liczy, a jak ktoś się tym nie interesuje, jest nic nie warty. Nie, to nie jest podział na nad- i podludzi. To tylko stwierdzenie faktów, że jest nas niewiele, ale to jest piękne, że jednak wyróżniamy się na tle innych.

WADY

 

1.     Znam osobiście przypadki, gdzie Polacy będąc w Szwecji byli lekko zagubieni. Chodzi mi o kwestię przełamania się. Głównie dotyczy to szwedzkiego hej oraz tack. Nawet nie znając języka nie unikniemy tych słów będąc w Szwecji. Zacznijmy od powitania. Szwedzi zawsze niezależnie od narodowości, wieku, płci, czy czegokolwiek tam innego powiedzą Hej!, gdy chcą się przywitać (czyżby przejaw równouprawnienia?). Wiem, że często dla Polaków jest to dziwne, bo w książkach do szwedzkiego uczymy się zwrotów typu God morgon!, czyli takiego polskiego Dzień dobry! i nasz mózg odbiera to, bardzo często, jakby chodziło o język narodowy i zwracamy uwagę na kwestie szacunku, bo jak to tak do obcej, a w dodatku starszej osoby powiedzieć odpowiednik polskiego Cześć! (nie licząc sytuacji, gdy jesteśmy w górach, bo tak i po polsku się wtedy mówi). Niby w naszym języku istnieje słowo hej, ale używamy go witając się z osobą, z którą się znamy i jest mniej więcej w naszym wieku. Jeśli chodzi o tack, to warto zauważyć, że po polsku potwierdzamy słowem, które jest homonimiczne do szwedzkiego dziękuję. Może to dla Polaków być dziwne na początku nauki i wiem, że jest się ciężko przestawić na te znaczenie.

2.     Wiecie co mnie boli po tym jak zaczęłam się uczyć szwedzkiego? Uszy, serce i dusza, gdy słyszę, jak Polacy wypowiadają nazwiska słynnych Szwedów. Wiem, że nie tylko ja mam tę przypadłość (tu pozdrawiam pewnego blogera po fachu). No, ale naprawdę aż człowieka telepie, gdy słyszy się o czytaniu książek Lakberg (poprawna wymowa to Lekberi). Rozumiem, że ktoś, kto nie zna szwedzkiego nie wie, jak czytamy końcówkę berg, ale przegłos nad a powinien dać do myślenia, że czyta się to inaczej. Tak samo zrozumiałe jest, że ktoś nie wie, że szwedzkie rs brzmi podobnie do polskiego sz, więc można podarować mówienie o Larsonach, a nie Laszonach. To samo tyczy się postaci literackich, czy książkowych. Astrid Lindgren stworzyła postać Pippi Långstrumpf, co do tego nikt nie ma wątpliwości, ale błagam, nie czytajcie jej nazwiska przez a, ale przez o. To samo tyczy się pewnego nazwiska bardzo popularnego Norwega – Jo Nesbø. Bardzo często słyszy się, że ma on na imię Dżo lub Dżoł. Raczej w każdym języku skandynawskim j jest czytane mniej więcej jak polski odpowiednik tego dźwięku, a nie angielski. A wiecie co jest w tym najgorsze? Tej błędnej wymowy używają dziennikarze oraz osoby, które zajmują się kulturą. Dziwne, że nie zrobili research’u. Chyba po tych moich dygresjach widzicie, czemu uważam to za wadę.

3.     Język szwedzki nie jest trudny, jeśli chodzi o gramatykę, czy słownictwo. Najgorsza jest fonetyka. Moim zdaniem, wymowy angielskiej (oby z zasadą „język między zęby”), niemieckiej, rosyjskiej, włoskiej, hiszpańskiej, czy nawet fińskiej (wiem, bo próbowałam) da się nauczyć samodzielnie. Niestety ze szwedzkim nie jest tak prosto. Nie znam nikogo, kto by mi powiedział, że nie miał problemu ze słowami typu sju, skeppet,a nawet tjej. Najlepiej znaleźć sobie tutora lub zapisać się na zajęcia do szkoły językowej. Uwierzcie, że poprawna wymowa jest bardzo ważna. Gdzieś czytałam, że tylko ok. 10% nieporozumień językowych wynika niepoprawnej gramatyki, a aż 90% to błędy fonetyczne. Jak się zastanowić, to ma to sens. Pamiętacie W pustyni i w puszczy? Kali nie odmieniał czasowników, a jednak wszyscy rozumieli, o co mu chodziło. A co się dzieje, gdy ktoś przelewa akcent z języka ojczystego na język obcy, w którym mówi? Zobaczcie w filmiku poniżej.

 

Zrozumielibyście, gdyby nie napisy?

4.     Powiem prosto z mostu: szwedzki niszczy angielski. Nie są to tylko moje urojenia, bo wiem, że inni też tak mają. Oczywiście nie oznacza to, że zanika umiejętność mówienia w tym drugim języku, ale mózg się jakoś tak dziwnie przestawia, że widzi w angielskich słowach szwedzkie znaczenie. Stąd opory w mówieniu fan (ENG: miłośnik, wiatrak; SWE: szatan, a także jest to wulgaryzm). Inne przykłady? Proszę bardzo: kiss (ENG: całować; SWE: sikać), barn (ENG: stodoła; SWE: dziecko), gift (ENG: prezent, talent, dar; SWE: małżeństwo, zamężny, trucizna). Do tego ostatniego dodam jeszcze, że czytając teksty po angielsku, aż ciśnie się, aby przeczytać przez j.

5.     Ostatnia wada nauki szwedzkiego nawiązuje do punktu 5 z zalet oraz 3 z wad. Ten język jest nadal niszowy. Jako, że nie ma zbyt wielu osób, które go znają, może być problem ze znalezieniem nauczyciela. Nie wszystkim odpowiada nauka przez Internet. Ja, na przykład, żałuję, że nie mogę uczęszczać na żadne zajęcia, bo czuję, że kaleczę ten język, a do samodzielnej nauki jest się strasznie ciężko zmotywować.

Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam przez te swoje wywody. A może Wy dodalibyście coś jeszcze do moich list?

 

Komentarze

  1. W sumie wszystkie minusy mnie zachęcają bo brzmią jak wyzwanie. Jak oceniasz swój poziom znajomości języka po tych 3 latach nauki? Ile czasu w tygodniu / dniu poświęcasz na naukę? Na co głównie kładziesz nacisk - czytanie / pisanie / słówka?

    Pozdrawiam,
    Konrad z Kundelek Na Biegunie

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie, to o to mi chodziło z tymi wadami, aby uświadomić, ale też zachęcić ;) Szczerze powiedziawszy, nie powiem, że znam szwedzki, bo to powiem, kiedy zacznę mówić w tym języku (uroki bycia samouczkiem), ale rozumiem ten język i to dość sporo rozumiem. Staram uczyć się jak najczęściej, ale wiadomo, każdy ma swoje obowiązki i różnie to wychodzi. Ciężko jest powiedzieć, ile konkretnie czasu poświęcam na szwedzki, bo często nawet jak jestem czymś zajęta, to chociaż włączę sobie muzykę, czy radio w tym języku. Staram się też nie ograniczać do konkretnej umiejętności, bo jednak to jest język i to się wszystko przenika. Podsumowując: szwedzkiego uczę się nawet się nie ucząc, po prostu czerpię garściami z tego, co mam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Satysfakcja z czytanie ksiazek szwedzkich autorow po szwedzku jest ogromna. Tak jak rozumienie szwedzkich dialogow w Koniu trojanskim czy ostatniu w serialu Diagnoza (i wykrycie bledu, haha). Aaaaa szwedzkie nazwiska, nazwy wymawiane nieprawislowo az mnie bola... Za to w koncu zaczelam rozumiec znaczenie tych wszystkich dziwacznych nazw w Ikea.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty