Więcej niż historia kryminalna - trylogia "Millennium" Stiega Larssona

Dokładnie rok temu o tej porze siedziałam w samochodzie pędząc gdzieś przez autostradę na środku Polski, a moim celem była Gdynia, konkretnie terminal przy porcie i rejs w stronę Szwecji. Co ma to wspólnego z trylogią „Millennium”? W moim przypadku dość sporo. Na wycieczce obie przewodniczki mówiły o tych książkach, wszyscy ludzie entuzjastycznie reagowali, a ja… nie miałam pojęcia, o czym mówią. Tak, wiem nie ma czym się chwalić. Bardzo zaczęły mnie frapować te tytuły, więc wpisałam sobie je na listę książek do przeczytania, która od paru lat się nie kończy.

 

Dwa dni po powrocie do Polski miałam urodziny. Rodzice postanowili zrobić mi niespodziankę. Kupili mi całą trylogię. Pewna osoba mi świadkiem, jakie było moje szaleństwo, gdy zobaczyłam, właśnie te książki. Swoją drogą bardzo ładnie pachniały i nadal czuć ten zapach. Nie spodziewałam się, że to są takie grube tomiszcza. Jak na oko książkoholika było idealnie. Szczęśliwa z powodu nowych nabytków zaczęłam czytać pierwszą część niemalże od razu (no bo najpierw goście musieli pójść sobie, głupio tak pod stołem czytać na swojej imprezie). To, co zastałam na kartach tych powieści podbiło moje serce i to tak na poważnie.

Tom 1
 

Moim zdaniem nie da się opowiedzieć osobie, która tego nie czytała, o czym to jest bez spoilerowania. Ogólnie jest to powieść o ludziach. Główny bohater to Mikael Blomkvist  - dziennikarz oraz redaktor naczelny gazety Millennium, którą prowadzi wspólnie ze swoją partnerką Eriką. Poznajemy go już w pierwszym rozdziale. Kolejną główną postacią tej trylogii jest genialna hakerka Lisbeth Salander. Kobieta jest bardzo ekscentryczna z uwagi na swój wygląd – ubrania, piercing, tatuaże i te sprawy. W pewnym momencie powieści losy tych dwojga łączą się. I myślę, że to wszystko, co powinniście wiedzieć o akcji tych książek. Przed przeczytaniem polecam Wam nie czytać tego, co jest napisane z tyłu powieści, a broń Boże opisu na stronie Empiku (szkoda, że nie podali zakończenia…). Warto wiedzieć, że każda część jest tak naprawdę inna, a Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet to tak naprawdę wstęp do całej historii Blomkvista i Salander. Również powiedzenie, że jest to kryminał jest bardzo powierzchowne. Mamy tu elementy kryminału, thrillera, powieści obyczajowej. Czyli dla każdego coś dobrego.

Tom 2
 

Larsson odwalił naprawdę dobrą robotę z tymi powieściami. Nawet postaci epizodyczne były dobrze psychologizowane i nakreślone. Wszystkie wątki były bardzo dokładnie opissne. Nie było błędów logicznych i wszystko miało sens. Dialogi były prowadzone naturalnie i nie zdarzyło się, żeby po przeczytaniu mieć w głowie takie „Wtf?!”. Czytając miejscami jest się w szoku z uwagi na nieoczekiwane zwroty akcji. Przysięgam, że przeczytawszy rozwiązanie tajemnicy z pierwszej książki siedziałam i parzyłam się przez minutę na jedno zdanie. Historia wchodzi do głowy i zajmuje myśli, a potem nie daje o sobie zapomnieć. Szczerze Wam powiem, że nawet zaczęłam widzieć podobieństwa między mną a Salander (NIE, nie jestem hakerką i nigdy nie miałam kłopotów z prawem i jej sprawy bardziej lub mniej moralne mnie nie dotyczą, bardziej chodzi o charakter i widzę siebie w finalnej scenie pierwszej części). Jedyne, co mi przeszkadza w „Millennium” to… David Lagercrantz. Nie toleruję tych kolejnych, ciągle dopisywanych części. Dlatego mówię o TRYLOGII, a nie o SERII. Nie chcę czytać tych kolejnych części, ponieważ nie pisze ich Larsson, który niestety zmarł. Rozumiem, że zostawił po sobie szkice dalszych losów Lisbeth i Mikaela, a ten cały Lagercrantz przenosi to na karty kolejnych powieści, jednak dla mnie to wygląda jak fanfiction. Nie chcę się zrazić do bohaterów, których i tak uwielbiam. Moim skromnym zdaniem zakończenie trzeciej części jest poniekąd otwarte i czytelnik jest w stanie sam sobie wyobrazić, co się stało dalej. Moja wizja ciągu dalszego, wcale nie musi odpowiadać Waszej. Jak ktoś chce, to sam sobie dopowie.

Tom 3
 

Na koniec jeszcze chciałam Wam wspomnieć o ekranizacjach tych powieści. Amerykańska adaptacja (The Girl with The Dragon Tattoo) przedstawia jedynie pierwszą część trylogii, a szwedzka to trzy odrębne filmy, każdy o innej części. Na pytanie, która wersja jest lepsza odpowiadam, że to zależy. Amerykańska lepiej pokazuje emocje bohaterów, podczas gdy szwedzka mocnej nakreśla akcję i oddaje klimat. W roli Blomkvista bardziej pasuje mi Nyqvist (widząc Craiga myśli się o Bondzie), a w roli Salander lepiej wygląda Ronney Mara (jest adekwatnie wychudzona, a Repace jest zbyt pulchna w stosunku do opisu). Wielki plus dla wersji Amerykańskiej ode mnie jest za to, że pokazali dokładnie zakończenie, a Szwedzi to zrobili na odwal trochę. Ah i jeszcze w The Girl with The Dragon Tattoo pojawia się tak obrzydliwy spoiler do drugiej części książki… Jak oglądałam ten film byłam w trakcie czytania Dziewczyny, która igrała z ogniem. Była druga w nocy. Rano musiałam wcześnie wstać. Miałam przez to złamane serce.

 

Komentarze

  1. Nooo nie do końca się zgadzam. Raz dalsze części a raczej narazie część bo 5ta książka jest w drodze - są warte przeczytania o ile od razu wyjdzie się z założenia, że to jednak inny autor... i dwa - zdecydowanie szwedzcy aktorzy grają lepiej. Film jest mocny, mroczny i prawdziwy. IMHO. Buźka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie większej ilości osób podoba się szwedzka wersja, a że ze mnie marny widz, to pewnie stąd ta opinia ;) Ale wiadomo, każdy ma swój gust i nawet, jak się dwóm osobom podoba, np. ta sama książka, każda z nich zobaczy w niej coś innego.

      Usuń
    2. Może wynika to z tego że szwedzki film jest dla mnie mniej efekciarski, bardziej mroczny i oparty na szwedzkich realiach...

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty