(Nie) taki szwedzki trudny, jak o nim mówią


Uczysz się szwedzkiego? Po co Ci to? To taki trudny język! Dajesz sobie radę? Słyszałam, że ciężko jest się go nauczyć… Ale jak to SAMA się uczysz tego języka? Ja to sobie ledwo radzę z angielskim, a Ty ogarniasz szwedzki! Języki skandynawskie są takie trudne! Osoby, które uczą się szwedzkiego na pewno spotkały się przynajmniej raz w życiu z jednym z tych zdań. Właśnie w Polsce panuje jakieś takie dziwne przekonanie, że języki, które nie są popularne muszą być trudne. Swoją drogą uważam, że listy „najtrudniejszych języków świata” bywają głupie. Jasne, że dla Polaka jest łatwiej nauczyć się jakiegoś języka słowiańskiego, ale już dla Skandynawa będzie prościej ogarnąć inny z grupy germańskiej. Więc po co to ujednolicać? No, ale właśnie szwedzki jest jednym z tych, o których mówi się, że są trudne i prawie nie do nauczenia. Czy aby na pewno? Jeżeli jesteście osobą, która chce się nauczyć szwedzkiego i chce wiedzieć, w co się pakuje, albo taką, która rozważa podjęcie się pracy nad tym językiem, a może po prostu jesteście językowymi świrami i jesteście ciekawi, jak to jest w tym przypadku – ten wpis jest specjalnie dla Was. Przygotowałam listę pięciu rzeczy, które są łatwe i tych, które są trudne w szwedzkim.

 
 

Szwedzki jest prosty, bo…

1)    Czasowniki się nie odmieniają. Nie musimy uczyć się jakiś dziwnych końcówek do każdej osoby. Wystarczy, że znamy bezokolicznik i formę osobową. Niby są grupy, według których tworzy się tę formę, ale w miarę osłuchiwania się z językiem i wdrążania się w jego tajniki jesteśmy w stanie intuicyjnie podejść do czasowników i nie popełnić błędu.

2)    Jest mało czasów gramatycznych. W języku angielskim czasów mamy mnóstwo. A w szwedzkim? Są 4 czasy takie z „krwi i kości” (teraźniejszy i dwa przeszłe i jeden zaprzeszły) oraz 4 konstrukcje, które wyrażają przyszłość. Oznacza to, że nie musimy uczyć się niewiadomo, ilu kolumn tabeli z czasownikami. W dodatku tylko jedna grupa czasowników w ogóle się w nich znajdzie.

3)    Znając formę nieokreśloną, znamy formę określoną. Jeśli ktoś z Was uczy się niemieckiego, wie, że łatwiej jest powiedzieć, jakiego rodzaju jest dany rzeczownik, gdy jest przy rodzajniku określonym. Przecież ein może być formą nieokreśloną der albo das. W szwedzkim nie mamy takiego problemu, bo rodzajnik nieokreślony, w formie określonej występuje, jako końcówka. Przykładowo: Mamy słowo ett skepp (statek). To jest forma nieokreślona. Aby zrobić z niego formę określoną ett zamieniamy w końcówkę słowa skepp i otrzymujemy skeppet.

4)    Nie ma przypadków. I tu znowu nie musimy się uczyć odmiany, rzeczowników,  bo ona po prostu nie istnieje. Ok, jak chcemy powiedzieć, że coś należy do kogoś lub czyjeś to dopisujemy do „właściciela” literę s na końcu. Jednak wydaje mi się, że ta JEDYNA zasada jest do ogarnięcia.

5)    Zawiera kalki z angielskiego i niemieckiego. Znając język z danej grupy językowej, łatwiej jest nam przyswoić sobie kolejny z tej „rodziny”. Jednak w przypadku szwedzkiego, czasem ma się wrażenie, że niektóre konstrukcje, czy wyrażenia to konstrukcje właśnie z angielskiego, czy niemieckiego. Dzięki temu możemy szukać analogii i w ciekawszy sposób zapamiętać szwedzką gramatykę, czy słownictwo.

 
Szwedzki jest trudny, bo…
1)    Występują w nim dźwięki, których nie ma w języku polskim. I tu przychodzi czas na narzekanie na to słynne „hł”. O ile nie jest trudno powiedzieć sked jako hłed, to już przy słowie sju robią się schody. Nie jest to jednak jedyny trudny dźwięk. Mamy też miękkie cz oraz dz, a także coś w rodzaju sz/ś. Nad wymową tych głosek naprawdę trzeba ciężko pracować.
2)    Nie wymawia się wszystkich liter. Uczymy się słówek, wszystko jest pięknie i w ogóle, ale kiedy przychodzi do użycia ich w zdaniach „uciekają” nam niektóre litery. Dobrym przykładem jest zdanie Hur mår du? (Jak się masz?). No i jak je wymówicie? Otóż nie tak jak się pisze (uwzględniając to, że å czytamy jako oo), tylko jako Huu moo du?
3)    Są dwa akcenty. Jeden z nich jest podobny, jak w polskim, czyli opada na konkretną sylabę i wymawia się ją mocniej. Zaś drugi z nich opada na jeden sylabie i wznosi się na kolejnej. Jak to mój znajomy określił, jest to taki akcent „skaczący”. Nie ma tak, że wybieramy sobie, z którym akcentem chcemy mówić po szwedzku, wybieramy sobie i świat staje się piękny, tylko przenikają się one w słowach i w zdaniach. W jednym zdaniu możemy mieć zarówno użyty jeden, jak i drugi rodzaj akcentu.
4)    Liczba mnoga nie jest oczywista. O ile utworzenie, formy określonej jest banalne, o tyle nauczenie się tworzenia liczby mnogiej jest trochę bardziej skomplikowane. Na szczęście nie jest to jakiś dziwny miks bez zasad, jednak chodzi mi o to, że trzeba jednak nauczyć się reguł, jakie warunkują daną końcówkę, a nie inną.
5)    Zawiera formy określone i nieokreślone. W angielskim, czy niemieckim mamy rodzajnik określony, nieokreślony oraz liczbę mnogą. Ze szwedzkim to trochę inna historia. Mamy tu formy określone do liczby pojedynczej, mnogiej, a także przymiotników. No jest, czego się uczyć.
Na koniec chciałam tylko dodać, że są to zagadnienia dotyczące podstaw języka. Przecież im dalej w las, tym więcej drzew. Pamiętajcie, iż może się zdarzyć, że nie będziecie mieli problemu z gramatyką szwedzką, albo będzie to dla Was nie do przebrnięcia. Wszystko zależy od tego, w jakim kierunku jest ustawiony Wasz mózg. A jeśli się jego nie uczycie to, mam nadzieję, że Was nie zniechęciłam tym wpisem.

Komentarze

Popularne posty